Sprawdzam Lisa. Dieta drogą na skróty

Cholera! Wybaczcie, że tak zaczynam, ale coś się chyba zacięło. Drugi tydzień testowania metody Tomasza Lisa na zgubienie brzuszka i nic. Waga stoi jak wryta. Fakt, przez kontuzję kolana mój ruch jest ograniczony, a Lis przekonywał, że to nieodłączny element. Czy tak musi być? Przecież w pierwszym tygodniu schudłem ponad kilogram, a nie biegałem.

Kiedy po raz pierwszy czytałem tekst Tomasza Lisa, w którym namawiał wszystkich do wypowiedzenia wojny brzuchom już biegałem. Tygodniowo około 40- 50 kilometrów, w różnym tempie. Biegałem i jadłem, co chciałem. Po zgubieniu pierwszych ośmiu kilogramów zacząłem się dobrze czuć i tak samo wyglądać. Niestety, po kilku miesiącach schodzenia z wagą, ta stanęła. Dodatkowo w czerwcu, z powodu przetrenowania dopadła mnie kontuzja kolana. Minęły już dwa miesiące bez biegania. Rower nie daje mi tyle radości i satysfakcji, tak więc korzystam tylko w ostateczności. Waga zaczęła rosnąć. Niezbyt szybko, ale dzwonek ostrzegawczy zaczął dzwonić.

Wtedy też właśnie wróciłem do tekstu i metody dziennikarza. Postanowione, działam. I zacząłem wprowadzać poszczególne punkty w życie. Zrezygnowałem z białego pieczywa. Podziękowałem słodyczom i śmietnikowi hamburgerowo-czipsowemu. Piję dużo wody zamiast słodkich napojów. W tych sprawach nie było zmiłuj. Zastosowałem się do wskazówek niemal w 100 procentach. Ograniczyłem spożywanie mięsa i alkoholu. I nie jem trzy godziny przed snem. Tomasz Lis przekonywał, że do tego potrzebny jest jeszcze ruch. Pierwszy, z pięciu, tygodni stosowania metody publicysty pokazał, że chyba ten ruch nie jest taki konieczny. Schudłem 1,1 kg zmieniając przyzwyczajenia kulinarne. Drugi już taki dobry nie był. Waga rano wskazała 87,3 a powinna 86,3. Czyli co, bez ruchu ani rusz? Wygląda na to, że tak.

Oprócz mojego doświadczenia przekonuje mnie o tym przypadek koleżanki. Oby jednej. Karolina kilka miesięcy stosowała dietę. Jadła, jak ja to mówię „samą trawę”. Sałatki pod każdą postacią. Podziękowała kawie, słodyczom itp. Efekt był super. Niestety, jak tylko dieta się skończyła, waga zaczęła rosnąć. Jo-jo działa. Zapytana o ruch przyznała szczerze, że nie za bardzo lubi. I tutaj jest problem wszystkich diet, które ograniczają się tylko do ograniczeń. Działają, ale krótko. Dlaczego tak się dzieje?

Jeff Galloway, 68-letni amerykański olimpijczyk i trener biegania dość skrupulatnie wyjaśnia, co dzieje się podczas diety i po jej zakończeniu w naszym organizmie. „Odmawiając sobie jedzenia i redukując przez to tempo przemiany materii, możesz czasowo zmniejszyć zawartość tkanki tłuszczowej w organizmie, zmniejszając jednocześnie motywację do ćwiczeń. Ale kiedy tylko dieta dobiega końca, mechanizm Twojego poziomu optymalnego (magazynowanie tłuszczu przez organizm, który działa niczym polisa ubezpieczeniowa – dop. red.) uruchomi odruch gromadzenia rezerw, który będzie Cię stymulował do jedzenia, aż do momentu, kiedy poziom tkanki tłuszczowej w Twoim organizmie będzie trochę wyższy niż przed dietą. Jednocześnie tempo przemiany materii pozostanie spowolnione, aby pomóc Ci w akumulacji większej ilości tłuszczu. Nieważne, jak jesteś zdeterminowany, i tak ostatecznie przekonasz się, że walcząc z tym potężnym mechanizmem zapewniającym przetrwanie, tylko zwiększyłeś ilość tłuszczu zgromadzonego w ciele”. Smutne. Prawda? Co w takim razie mają robić osoby, które chcą skutecznie schudnąć? To proces długotrwały i wymagający z naszej strony determinacji. Kiedy w lipcu 2012 roku zaczynałem biegać ważyłem 96 kilogramów. O 15 za dużo. Dziś 87! I chociaż jeszcze za dużo, to jak patrząc w lustro widzę dużą różnicę. Kiedy dwa miesiące temu nabawiłem się kontuzji zacząłem ćwiczyć. Rozciąganie i siła, tego brakowało podczas biegania. I tak, mówiąc skrótowo, miejsce tłuszczu zaczęły zastępować mięśnie. I tutaj może być tajemnica dlaczego nie chudnę tak szybko jaki kiedyś i jak przekonuje Tomasz Lis. „Mięsnie ważą więcej niż tłuszcz. Przybranie na wadze po rozpoczęciu ćwiczeń może być dobrym znakiem. Możesz tracić wagę w tłuszczu, a zyskiwać ją w mięśniach, bez utraty kilogramów tracisz najpewniej centymetry w pasie” – pisze Galloway.

Wszystko się zgadza! Spodnie, które jeszcze niedawno mogłem nosić bez paska dziś bez rozpinania guzika jestem w stanie ściągnąć z tyłka. Tak więc bieganie, ćwiczenia i zmiana przyzwyczajeń kulinarnych, o których pisze Lis. „Jednym z najlepszych i sprawdzonych sposobów na przestrojenie optymalnego poziomu (w dół) jest regularne wykonywanie ćwiczeń wytrzymałościowych. (…) Regularne bieganie i marsze zapobiegają gromadzeniu się tłuszczu w ciele poprzez spalanie nadmiernych kalorii. Dodatkowo 45 minutowa sesja biegania lub żwawego marszu wpaja naszym trenującym komórkom mięśniowym, żeby spalały tłuszcz o każdej porze dnia i nocy. Dzięki miesiącom regularnych biegów na daleką odległość przemieniasz ogromną liczbę swoich komórek mięśniowych w spalarnie tłuszczu, które będą preferowały tłuszcza w charakterze paliwa” – przekonuje doświadczony trener.

I to jest dobra wiadomość. Można skutecznie schudnąć i cieszyć się zdrowiem. Od siebie dodam, że warto być dla siebie wyrozumiałym, co nie oznacza pobłażliwym. Czyli czasami u cioci na imieninach można napić się dobrej naleweczki, ku uciesze gospodyni. Ale pamiętajmy, bez przesady. Nie nagradzajmy się na tej samej imprezie dobrym, kalorycznym ciastem, tylko dlatego, że udało nam się schudnąć kilogram. Taka nagroda w krótkim czasie stanie się bolesną karą.


Korzystałem z książki "Bieganie metodą Gallowaya"Jeff Galloway. Tam też znajdziecie dużo cennych informacji nie tylko o tym jak skutecznie schudnąć
Trwa ładowanie komentarzy...