Sprawdzam Lisa. Tydzień pierwszy

Po upływie każdego kolejnego tygodnia "sprawdzania Lisa" jest czas na procentowe podsumowanie założeń publicysty.
Po upływie każdego kolejnego tygodnia "sprawdzania Lisa" jest czas na procentowe podsumowanie założeń publicysty. własne
Królują woda, owoce i warzywa. Odstawiłem w stu procentach słodycze i zrezygnowałem z białego pieczywa. A wszystko to w ramach wyzwania, którego podjąłem się przed tygodniem. W ciągu 35 dni sprawdzam czy metoda Tomasza Lisa w walce z brzuchem jest skuteczna. Po pierwszym tygodniu są pierwsze efekty. Ale także modyfikacje założeń popularnego publicysty.

Przestrzeganie siedmiu żelaznych punktów diety, dzięki której jak twierdzi Tomasz Lis, uda się zgubić w ciągu pięciu tygodni pięć kilogramów, okazało się mało realne. Zrezygnowałem w 100 procentach z białego pieczywa i podziękowałem słodyczom. Odstawiłem także śmietnik hamburgerowo-czipsowy. Na wysokim poziomie jest picie wody. Określiłbym to na 70 procent. W ciągu dnia zamiast herbaty i soków piję wodę. Na biurku w pracy ustawiłem dużą butlę i za każdym razem, kiedy poczuję pragnieniem zaspakajam je. Gorzej sytuacja wyglądała w domu. Ale i tak nie jest źle. Nawadniam się na maksa. Ciągle nie zrezygnowałem z lampki, a czasami dwóch białego zimnego wina wypitego wieczorkiem żoną na tarasie. Ale muszę przyznać, jest tego mniej. Ograniczyłem mięso, to znaczy jak mam do wybory zjeść przysłowiowy kawał mięcha czy sałatkę z pomidorów to nakładam więcej warzyw.

Nie jeść po godzinie 18? To jest największy problem. Nie wiem jak Tomasz Lis, ale ja często ląduję w domu po pracy po godzinie 17. Przygotowanie posiłku zajmuje nam więcej niż godzinkę. Oczywiście po drodze jest jeszcze kilka innych obowiązków, a raczej przyjemności. Rozmowa z dziećmi, spacer z psem itp. Tak więc w tym tygodniu z trzy lub cztery razy jadłem po godzinie 18. I tutaj pierwsza i podstawowa modyfikacja planu publicysty. Wprowadzona zresztą zgodnie z sugestiami autorów komentarzy, które pojawiły się pod moim wpisem przed tygodniem. Nie jem dwie trzy godziny przed snem. Jak już poczułem głód zaspakajałem, zagłuszałem go najczęściej arbuzem. Ma dużo wody, jest teraz łatwo dostępny i nie drogi. Tak więc sprawdza się idealnie. Ponadto w ciągu dnia staram się jeść w odstępach trzy- czterogodzinnych. W pracy kanapki, oczywiście z pieczywa razowego, owoce lub sałatkę z pomidorów. To bardzo ważne, gdyż dzięki temu organizm nie musi „chomikować” pokarmu i spala na bieżąco. W ten sposób oducza się starych nawyków.

Tomasz Lis pisał w blogu, że niezbędnym elementem diety jest ruch. Póki co w moim przypadku jest on ograniczony do minimum, gdyż oprócz kilogramów walczę z kontuzją kolana. Na początku czerwca ortopeda stwierdził zwapnienie przyczepu mięśnia czterogłowego, płyn w kolanie i zmiękczenie rzepki. Efekt? Sześć tygodni przerwy od biegania i rehabilitacja. Niestety, na ostatniej prostej, kiedy wszystko przebiegało dobrze i powoli zaczynałem myśleć o powrocie do lekkiego biegania popełniłem błąd. Na urlopie poszedłem z rodziną w góry i przeszedłem… 16 kilometrów. Na efekt długo nie czekałem. Ponownie płyn w kolanie. Na szczęście po jego ściągnięciu usłyszałem od lekarza i fizjoterapeutki, że po tygodniu przerwy mogę zwiększyć wysiłek. A to oznacza, że w drugim tygodniu eksperymentu „sprawdzam Lisa” będę chodził na 8-10 kilometrowe spacery. Jeśli wszystko będzie dobrze w trzecim dojdą marszobiegi, a następnie wyczekiwane bieganie. Ale póki co w pierwszym tygodniu „sprawdzania Lisa” określiłbym poziom ruchu na zero.

A jaki te wszystkie starania dały efekt? Niezły. Waga spadła o 1,1 kg. Czyli zgodnie z planem. Tak więc nie mogę wieszać psów na Lisie. Zresztą nie ukrywam, wcale nie chcę. W końcu od roku walczę z wagą. Biegając udało mi się zrzucić 8 z 15 zbędnych kilogramów. Teraz postanowiłem także przyjrzeć się diecie. Jeśli wszystko się uda, to na początku września będę ważył około 83 kilogramów i do pełni szczęścia będzie mi brakowało dwóch kilogramów mniej. Choć i tak będzie super. W końcu jeszcze przed rokiem ważyłem prawie 100.
Trwa ładowanie komentarzy...