Fajnie było podziwiać polskich kibiców, fanów Barcelony, którzy uszyli sektorówkę, której może jeszcze nigdy piłkarze z Katalonii nie widzieli. Doping w ich wykonaniu był niesamowity. I aż do 16 minuty meczu, kiedy to Jarosław Bieniuk strzelił głową piękną bramkę rywalowi, dominowali na trybunach. Jednak w tym momencie kibice biało-zielonych, także ja, przebudzili się i już do końca meczu było słuchać na zmianę: Lechia, Lechia, Lechia, Barca, Barca, Barca.
Fajnie było patrzeć na boisko i zobaczyć gdańskich piłkarzy, którzy nie wystraszyli się rywali. Grali z wielkim sercem. A to co trener Michał Probierz wyczyniał przy bocznej linii, jak motywował do jak najlepszej gry zawodników, w pamięci pozostanie na długo. Sztuczne ognie po ostatnim gwizdku oraz biało-zieloni dziękujący wszystkim kibicom, bez wyjątku, za doping też były super. To było piłkarskie święto w Gdańsku. Mieście wolności.
Rysą na całym zdarzeniu, o którym teraz chcę napisać, były puste krzesełka na PGE Arenie. Powód? Zbyt wysokie ceny. To błąd organizatorów. Najtańsze bilety za 95 złotych to przesada. 200, a nawet 400 złotych za wejściówkę już trudno komentować. Jestem pewny, że gdyby bilety były o połowę tańsze stadion wypełniłby się po brzegi. A tak na żywo mecz Lechii i Barcelony obejrzało na obiekcie, który może pomieścić ponad 40 tysięcy, niewiele ponad 20 tysięcy kibiców. Za najtańszy bilet na derby Barcelony w stolicy Katalonii płaciłem 20 euro. A nikogo nie muszę przekonywać, że zdolność nabywcza Hiszpanów jest większa niż Polaków. Dostrzegam taką tendencję wśród naszych przedsiębiorców, że zamiast małą łyżeczką chcą „nachapać” się jak najszybciej. I niestety, nie zawsze na dobre im to wychodzi. W Gdańsku ceny w restauracjach są wysokie, jeśli nie powiedzieć bardzo wysokie. Często lokale świecą pustkami albo co gorsza zaraz po sezonie upadają. Bo jak wyjadą bogaci turyści, to klientów brak. Chlubnych przypadków jest ciągle tylko kilka. Tam zauważa się klientelę przez cały rok. Jedzenie niedrogie i smaczne, a biznes przedsiębiorców kwitnie. Oby jak najszybciej i organizatorzy takich przedsięwzięć jak Super Mecz zrozumieli, że to jest słuszna droga do sukcesu, także ekonomicznego.
