1. Odstawcie białe pieczywo.
2. Odstawcie słodycze.
3. Odstawcie mięso albo ograniczcie jego spożycie do minimum.
4. Odstawcie piwo albo ograniczcie się do butelki dobrego, zimnego, ale po fizycznym wysiłku.
5. Odstawcie cały ten śmietnik hamburgerowo - kiełbasiano - czipsowy.
6. Odstawcie wszystkie napoje cukrzone do bólu. Pijcie wodę. Dużo wody.
7. Starajcie się nie jeść po 18-tej. A jeśli już, to grejpfruty albo jakieś sałatki - pomidory, rzodkiewki, i.t.p
To na początek. Jeśli ktoś uważa, że to zbyt drakońska dieta, niech się pogładzi po bębnie i go polubi, bo będzie z nim żył zawsze. Ale jeśli ktoś nie uważa, że to jakieś wielkie poświęcenie, niech czyta dalej – dodaje Lis.
Dalej zostało już tylko jedno. Macie buty do biegania? Macie rower? Macie kijki do powerwalk? To do roboty, zasuwamy kochani. Od kiedy? Od dziś. Jak nie macie sprzętu, to go jeszcze dziś kupcie, a od jutra, ruchy – ruchy!!! Jeśli zastosujecie się do moich rad, za 3 - 4 tygodnie będziecie ważyli przynajmniej 5 kilogramów mniej. Gwarantuję! Nie warto? No to spróbujcie.
Ja spróbuję. Od dziś zaczynam stosować się do wszystkich siedmiu punktów Tomasza Lisa. Problem mam z ruchem, bo przez kontuzję kolana o bieganiu póki co mogę zapomnieć. Jest jeszcze rower, wyczerpujące ćwiczenia podczas rehabilitacji oraz ćwiczenia rozciągające i długie, a z każdym dniem coraz dłuższe spacery z psem. Tak więc kalorii można trochę spalić. Największy problem z listy Lisa będę miał z odstawieniem alkoholu. Lubimy z żoną wieczorami zasiąść na tarasie przy lampce zimnego, białego wina. Zobaczymy jednak co i z tym da się zrobić. Utrata kolejnych pięciu kilogramów w ciągu najbliższych czterech pięciu tygodni jest kusząca.
Tomasz Lis do uprawiania sportu, do wysiłku fizycznego, do ruszania się, zachęca wszystkich!!! To jest dobre dla nas, dla naszych rodzin, dla naszych portfeli, dla naszego kraju. Przekonuje i przytacza mocne argumenty. Tak więc pozwolę sobie je za nim powtórzyć:
1. Jemy mniej, wydajemy mniej na jedzenie, proste.
2. Uprawiamy sport, rzadziej chorujemy, mniej wydajemy na lekarstwa.
3. Uprawiamy sport, czyli wychodzimy z domu, czyli wyłączamy telewizor, czyli oszczędzamy prąd, czyli oszczędzamy pieniądze.
4. Uprawiamy sport, czyli jesteśmy generalnie zdrowsi, czyli prawdopodobieństwo, że zachorujemy na coś przewlekłego i paskudnego, spada. Czyli wydatki na służbę zdrowia spadają.
5. Uprawiamy sport. Po drodze, jeśli palimy, rzucimy palenie. Nie opalamy bliźnich, są zdrowsi.
6. Uprawiamy sport, mamy aktywny stosunek do życia, nasz organizm wydziela endorfiny, hormony szczęścia - nie ulegamy depresjom, smutkom, rozpaczy, a jeśli tak, to rzadziej i na krócej.
7. Uprawiamy sport, wyglądamy lepiej, bardziej podobamy się naszym kobietom i mężczyznom. A także innym kobietom i mężczyznom. Jesteśmy atrakcyjniejsi. A wiadomo, że statystycznie ludzie mają bardziej sympatyczny stosunek do bardziej niż mniej atrakcyjnych.
8. Jesteśmy bardziej atrakcyjni nawet dla pracodawcy, bo generalnie bardziej otyłych uznajemy za bardziej leniwych, w zasadzie słusznie.
Uprawianie sportu zwiększy zadowolenie z życia i długość życia. Ono oznacza zmianę filozofii życia. To jest banalnie proste i do sprawdzenia w kilka tygodni. Naprawdę!
Od siebie dodam, że rok biegania zmienił dużo w moim nastawieniu do życia. Przebiegłem do tej pory ponad tysiąc kilometrów. W tym czasie w dresy wskoczyła żona, córka i syn. Lubimy wspólne bieganie po plaży, lesie czy chociażby asfalcie. Jest super. A kontuzja? No cóż, tylko ten kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Bo stąd wzięła się moja kontuzja. Ja jednak łatwo się nie poddaję. I dziś mówię: Sprawdzam Panie Lis. Zaczynam od poziomu 88,3 kg. Ile będzie za pięć tygodni? Sam jestem ciekawy.
